Współczesny świat pędzi i zmienia się w tak dużym tempie, że coraz trudniej się do niego przystosować i odnaleźć miejsce najlepsze dla siebie. Do wszechobecnej zmiany niemal w każdej dziedzinie życia, a w szczególności w obszarze zawodowym,  coraz częściej dołącza strata codzienna. Strata pracy, stanowiska, przyjaciół, starego miejsca zamieszkania, bo coraz częściej jeździmy za pracą lub wybieramy życie współczesnego nomady, strata swojego partnera, bo albo się rozwodzimy albo kończymy niewygodne nieformalne związki, strata miłości kosztem pracy, strata pieniędzy, bo kryzysy gospodarcze mają coraz większe rozmiary, strata chęci do wyścigu szczurów, strata zaufania do polityków, strata nadziei na lepsze życie i realizację marzeń, kiedy dopada nas szara rzeczywistość spłacania rat i wynoszenia śmieci i wreszcie strata poczucia sensu.

Nie piszę świadomie o stratach największych – śmierci naszych bliskich, bo to są straty szczególne i, szczęśliwie dla naszych serc i umysłów, doświadczamy ich niezbyt często i w wielu przypadkach mamy szansę choć trochę się do tego przeżycia przygotować.

Na użytek tego eseju interesuje mnie strata codzienna, która może wydawać się pozornie mało znacząca, jednak w wielu przypadkach generuje w człowieku sporą dawkę stresu, która kumuluje się niemal każdego dnia. Bywa, że taka kumulacja prowadzi do dużego kryzysu. Według mnie efektem takiej kumulacji w wielu przypadkach jest wypalenie zawodowe.

W takiej sytuacji traci się na ogół poczucie sensu tego, co robimy, poczucie beztroski i wewnętrzne dziecko w sobie, traci się wiele lat, które można było przeznaczyć na budowanie rodziny i osobistego szczęścia, wybierając świadomie godziny i dni pracy w oświetlonym jarzeniówkami biurze.

Osobie wypalonej kiedyś wydawało się, że jest to najlepszy wybór, bo jak zarobi, ustawi się i w końcu zdobędzie fotel dyrektora czy prezesa, to wtedy będzie mieć jeszcze mnóstwo czasu na wymarzone życie.

Tymczasem któregoś dnia dociera do niej, że ta wspaniała praca jest kompletnie bez sensu i marzenia o tym, by objechać świat i pomagać innym zamieniły się w zarabianie pieniędzy dla samego zarabiania i zaspokojenia materialnych zachcianek , że haruje jak wół, często bierze na siebie więcej obowiązków, żeby pokazać, co potrafi, a nikt tego nie docenia, że praktycznie nie ma poczucia kontroli, a na pewno nie w takim zakresie, w jakim pragnie, że nie ma się z kim podzielić swoim sukcesem, a przy okazji zadaje sobie pytanie, czy o taki sukces jej chodziło?

Wykonuje swoje obowiązki z coraz mniejszą chęcią, frustruje się, że nie osiąga dobrych wyników, ma poczucie, że wszystko jest na jej głowie i że to stanowczo za dużo, czuje się coraz bardziej zużyta, nie może się odprężyć, bo ciągle myśli o tym, czego nie zrobiła. Nie może wypocząć, bo źle sypia i zapomina o jedzeniu, aż w końcu popada w apatię i zastanawia się, kiedy ktoś zauważy, że całymi dniami gra w pasjansa, bo na nic innego nie ma siły i ochoty.

Zamyka się w swoim gabinecie, by być jak najdalej od ludzi i pracy , a jak już nie może uniknąć kontaktu to osoba wypalona zachowuje jak wyzuta z emocji i empatii i kiedyś sympatyczny i rzeczowy dyrektor staje się warczącym i konfliktowym szefem.

W takich sytuacjach może się zdarzyć, że osoba wypalona impulsywnie rzuca pracę lub zostaje zwolniona albo wychodzi w trakcie porannego biznesowego spotkania i idzie do najbliższego baru się upić . Bywa też, że pewnego dnia wybucha płaczem, kiedy złamie się ołówek, którym robi notatki. I  zazwyczaj to są sygnały (czynniki spustowe), które prowokują do szukania pomocy.

Z moich obserwacji wynika, że wypalenie w dużym stopniu dotyka osób, które mierzą się także z przełomem połowy życia, a łącznikiem jest utrata lub weryfikacja poczucia sensu istnienia, sensu swoich dotychczasowych działań i osiągnięć. Taka osoba może się mierzyć z przewlekłym kryzysem wypalenia zawodowego, z kryzysem rozwojowym lub kryzysem egzystencjalnym.

Osoba z wypaleniem zawodowym często jest osobą dość silną psychicznie i emocjonalnie, jednak długotrwałe oddziaływanie i nagromadzenie wielu stresów jest w stanie złamać każdego. Często są to osoby, które lubią szybko i efektywnie działać i, między innymi, dlatego udało im się osiągnąć wysokie stanowisko. Kiedy mają wrażenie, że wszystko się wali resztką sił mentalnych próbują szukać rozwiązania tej sytuacji i możliwości naprawy siebie. Niektórzy z nich trafiają do coacha kryzysowego.

Coach kryzysowy w odróżnieniu od coacha tradycyjnego ma za zadanie najpierw doprowadzić osobę w kryzysie (oczywiście po wstępnej konsultacji, na której sprawdza, czy ma do czynienia z kryzysem) do względnej równowagi emocjonalnej, psychicznej, poznawczej i behawioralnej. Ważną kwestią jest uświadomienie osobie w kryzysie, że to jest jej widzenie i odczuwanie, jej wyobrażenie jakiejś sytuacji lub zdarzenia, a nie konkretna sytuacja lub zdarzenie. A skoro tak jest, to również znaczy, że ona sama może coś z tym zrobić, by poczuć się lepiej.

Dopiero potem, małymi krokami coach kryzysowy prowadzi osobę w kryzysie do odbudowania poczucia sensu lub znalezieniu nowego poczucia sensu.

Ten pierwszy etap, zależnie od osoby i stanu wypalenia może trwać nawet kilka miesięcy, bo najpierw osoba wypalona przy pomocy coacha kryzysowego musi zadbać o właściwy odpoczynek i regenerację sił mentalnych. Na tym etapie różnica miedzy coachem kryzysowym a tradycyjnym jest największa, ponieważ coach kryzysowy używa techniki dyrektywnej: kieruje, wspiera, monitoruje działania klienta i przykłada dużą wagę do psychoedukacji, czyli dokładnie wyjaśnia, co się dzieje w mózgu i ciele w trakcie kryzysu oraz jakie są możliwe nowe rozwiązania i sposoby działania. Taka wiedza pozwala osobie w kryzysie zyskać szerszą perspektywę i dostrzec nowe dla niej sposoby działania i strategie wyjścia z kryzysu, a także pozwala na zrozumienie swoich reakcji i emocji, a tym samym „oswojenie” kryzysu i jego stopniowe łagodzenie.

Gdy osoba w procesie coachingu kryzysowego odzyskuje siły mentalne i fizyczne, uspokaja emocje i odzyskuje częściowo chęć i możliwość do konstruktywnego działania, coach kryzysowy przyjmuje model działania współpracy. Jego zadaniem jest pomoc w odzyskaniu pełniejszej kontroli nad emocjami i działaniami.

Sposób pracy niedyrektywny, charakterystyczny dla coachingu tradycyjnego  pojawia się w ostatniej fazie procesu wychodzenia z kryzysu, kiedy osoba (klient) czuje się dobrze, jest w stanie równowagi emocjonalnej i jest zdolna do samodzielnego działania.

Optymalny efekt takiej współpracy z coachem kryzysowym to poczucie osoby coachowanej, że odzyskała równowagę w pracy i życiu, że ma poczucie kontroli i  świadomie dokonuje wyborów. Kolejny efekt to odnalezienie czegoś, co daje i będzie dawało jej satysfakcję, a także poczucie działania w zgodzie ze swoimi wartościami. Równie ważnym aspektem jest akceptacja tego, co się wydarzyło i odnalezienie w przeżytym kryzysie elementów, które, mimo stresu i bólu, stały się początkiem lub impulsem do zmian, rozwoju oraz odzyskania lub odnalezienia poczucia sensu.

Współczesny człowiek nie uniknie stresu ani kryzysów. Jedno i drugie jest stałym elementem naszego życia i choć jest sporo prawdy w powiedzeniu „co nas nie zabije, to nas wzmocni”, to bazując na własnych doświadczeniach i przeżytych kryzysach mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że kiedy próbujemy sami poradzić sobie z kryzysem, to często się to udaje, ale samodzielne wyjście z kryzysu jest trudne, bolesne i trwa długo. Kiedy natomiast odważymy się zwrócić o pomoc, na przykład do coacha kryzysowego, to proces wychodzenia z kryzysu jest znacznie łagodniejszy i pozwala nam odkryć w sobie duży potencjał do dalszego rozwoju.

 

– artykuł napisany przez Elżbietę Majewską

Coach tradycyjny i kryzysowy, wcześniej dyrektor w dużych firmach przez ok. 20 lat, na koncie życiowym kryzys egzystencjalny, rozwojowy, sytuacyjny, wypalenie zawodowe i wiele ciężko przeżytych i głęboko odczutych strat.

Zainteresował Cię temat lub doświadczasz kryzysu, zapraszam do kontaktu:

mail biuro@coachingpartnerzy.pl

tel. 501 234 772

NEWSLETTER